
Biało-czerwonymi szachamiTo już tradycja, że szachiści w listopadzie delektują się turniejem z okazji naszego narodowego święta. Mówiąc typowym językiem drętwych przemów, turniej wpisał się w kalendarz imprez sportowych miasta.
Imprez jest pełno, ale najważniejsza, wiadomo, ta szachowa. Kto był, nie ma wątpliwości, kto nie był, niech żałuje. Ciekawie, emocjonująco, wesoło. Nawet dla kibiców, którzy o szachach nie mają pojęcia. Co więcej, tacy mają najwięcej do powiedzenia i podpowiedzenia. Tyle że lepiej nie słuchać.
Zagrać mógł każdy, kto zna ruchy i się nie boi. Tych pierwszych jest w Nysie wielu, tych drugich niekoniecznie. Zamiana wygodnego kibicowskiego fotela na gorące turniejowe krzesło to jednak poważna sprawa. Prawie akt samounicestwienia. No i nie byłoby można znów mówić "Jakbym wystąpił, tobym...".
Na szczęście jednak kilku odważnych się znalazło. Z pewnością nie żałują. W końcu ileż razy można sobotnie przedpołudnie wypełniać wizytą w muzeum czy operą. Wszak wesołym komórkom mózgowym też się coś od życia należy.

W pojedynku rodzinnym nie było zmiłuj. Grano zasadą "słabsza kość pęka".

Wśród graczy pojawił się dawno niewidziany globetrotter Rysio Bochenek

Mariusz Hagel nie dał szans rywalom. Sympatycznie, z uśmiechem na ustach po złoto.
1. Mariusz Hagel Gekon Nysa 6 p. (z 7)
2. Marta Opałka Gekon Nysa 5,5
3.-4. Ryszard Bochenek Nysa 5
3.-4. Maciej Wilman Gekon Nysa 5
5. Julian Rychlik Gekon Nysa 3
6. Marek Żelazny Nysa 2
7. Julia Żelazny Gekon Nysa 1,5
8. Jan Potoniec Nysa 0